anna karnicka

„Moja przygoda z pisaniem” – Anna Karnicka

Od dziecka lubiłam opowiadać historie. Nawet, kiedy się bawiłam, te zabawy miały fabułę i wiele dramatycznych zwrotów akcji – często ku rozpaczy innych uczestników tych zabaw, którzy po prostu czasem chcieli pobawić się w dom, a nie w wieloodcinkową opowieść o niebezpiecznych przygodach i skomplikowanych relacjach między zabawkami.

Kiedy zorientowałam się, że mogę te historie spisywać i jakoś utrwalać, byłam najszczęśliwszym dzieckiem na świecie Przeszłam etap ilustrowanych własnoręcznie dwu-trzy stronicowych książeczek, wierszyków dla nauczycieli oraz opowiadań o dalszych losach bohaterów lektur oddawanych zamiast wypracowań (do tej pory uważam, że to było moje pierwsze zetknięcie ze zjawiskiem fan fiction). Miałam też oczywiście obowiązkowy chyba epizod pisania epickiej, wielotomowej (i wcale nie inspirowanej Tolkienem) historii o pięknej i tajemniczej ciemnowłosej wojowniczce o fioletowych oczach, będącej w jednej części wilkiem, a w jednej obiektem westchnień wszystkich ważniejszych męskich postaci. Wciąż zresztą posiadam to dzieło, spisane długopisem w starej księdze rachunkowej po dziadku (głównie dlatego, że miała odpowiednio skórzaną oprawę oraz pożółkłe od starości kartki i nadawała się do spisania tak dramatycznej opowieści).

Późniejsze podejścia do tworzenia historii zawierały już nieco mniej fioletowookich, dzielnych i kruchych bohaterek ze łzami w oczach wypowiadających kwestie typu “Ja nigdy nie płaczę”, a może minimalnie więcej fabuły. Pisałam je głównie dla odreagowania i dla własnej satysfakcji, dając do pokazania tylko kilku znajomym osobom. W pisaniu zawsze najbardziej pociągała mnie możliwość przeanalizowania jakiegoś zjawiska, zastanowienie się, czy rzeczy i relacje międzyludzkie rzeczywiście w pewnych warunkach działałyby tak, jak sobie wstępnie wyobrażam, że mogłyby działać. Sprawdzenie, jak postaci zachowują się w stworzonej przeze mnie sytuacji. Bardzo lubię też wykorzystywać słowa do tego, by jak najlepiej oddać wrażenia, jakie pozostawia we mnie muzyka, odwiedzane miejsca i wydarzenia, których jestem świadkiem lub uczestnikiem. Bardzo lubię wplatać do mojego pisania elementy codzienności i łączyć je z czymś dziwnym i niezrozumiałym, na swój sposób obcym.

Na studiach odkryłam jak potężna jest społeczność wokół fan fiction i wsiąknęłam na dobre kilka lat. Do tej pory uważam zresztą, że pisanie fan fiction może być całkiem niezłym sposobem na rozpoczęcie przygody z piórem. Niesie też niestety ze sobą kilka pułapek, wspominam jednak to doświadczenie jako bardzo wzbogacające, wyzwalające kreatywność i pozwalające na napisanie tych pierwszych tysięcy znaków, które – jak twierdzi Stephen King – trzeba napisać, żeby pisać trochę lepiej. Tak, te teksty wciąż wiszą w sieci, tak, jestem z nich na swój sposób dość dumna – zwłaszcza że całkiem nieźle ilustrują rozwój warsztatu i umiejętności – i owszem, da się je znaleźć, nie jest to nawet jakoś szczególnie trudne.

Anna Karnicka
Korekta: Ilona Dąbrowska

Więcej informacji o akcji „Nie bój się pisać”
Poznaj inne teksty w ramach akcji!
Odwiedź nasz profil na Facebooku!

Podziel się swoją opinią!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * są wymagane.

Publikując komentarz akceptujesz naszą politykę prywatności dostępną tutaj.

Komentarze: