Ewa Popielarz

Jak zostałam korektorem – zwierzenia Ewy Popielarz

„Pisz bez obaw. Redaguj bez litości”. Zobaczyłam te słowa dawno temu na anglojęzycznym plakacie i uderzyło mnie, jak bardzo są trafne. Żeby zacząć pisać, trzeba… zacząć pisać. Nie ma się czego bać – każde słowo zawsze można zmienić.

Od klasy matematycznej do edytorstwa

Zawodowo zajmuję się i pisaniem, i zmienianiem tekstów – jestem korektorem i copywriterem. O ile pisanie towarzyszyło mi od zawsze, o tyle korekta przyszła niespodziewanie. W gimnazjum wybrałam fakultet z matematyki, co nie przeszkodziło mi w tym, by zająć się wydawaniem gazetki szkolnej (to była pierwsza – i ostatnia – gazetka redagowana przez klasę w większości matematyczną). W liceum wciąż trwałam w umiłowaniu logiki i symetrii i zdecydowałam się na profil matematyczno-fizyczny. A później… poszłam na studia z zakresu edytorstwa i komunikacji medialnej.

Dzisiaj wiem, że moja droga zawsze prowadziła w tym kierunku. Korektor musi być humanistą w pierwotnym tego słowa znaczeniu – powinien dużo czytać, dobrze pisać, ale też mieć na tyle ścisły umysł, żeby opanować wszystkie niuanse językowe i nadać publikacji pożądany kształt. Symetria to jego drugie imię, a ujednolicanie śni mu się po nocach.

Początki w zawodzie korektora

Kreśląc sielskie obrazy pracy korektora, mówi się często o człowieku, który zanurzony w swoim ulubionym fotelu, pod kocem i z kubkiem herbaty w ręce czyta sobie książki, a wydawnictwa mu za to płacą. To nie do końca tak wygląda.

Po pierwsze – niełatwo jest dostać się do wydawnictwa. Zanim dostałam swoją pierwszą książkę do korekty, poprawiłam dziesiątki artykułów na portalu internetowym z recenzjami książek. Nikt mi za to grosza nie zapłacił, ale trafiłam na genialnego redaktora prowadzącego, który wskazywał mi, jakie błędy ominęłam (w ten sposób dowiedziałam się między innymi, czym się różni liczba od ilości). Dopiero po jakimś czasie odważyłam się wysłać CV do wydawnictwa i przelać swoje umiejętności na papier.

Po drugie – nawet jeśli już pracujesz z książkami, to niekoniecznie będzie to beletrystyka. Miałam za sobą pięć lat zbierania doświadczeń w zakresie korekty, w tym dwa lata redagowania książek naukowych, kiedy zdecydowałam się napisać do wydawnictw beletrystycznych. Moje portfolio było już dość obszerne, więc otrzymałam wiele odpowiedzi z próbkami, które miały zweryfikować moje umiejętności. Nie dostałam się nigdzie. I wcale się nie dziwię – teraz też bym siebie z tamtych lat nie przyjęła. Umiałam perfekcyjnie zredagować bibliografię i przypisy, ale nie miałam pojęcia, co zrobić, żeby dialog w powieści brzmiał naturalnie. Korekty każdego typu tekstów trzeba się uczyć od nowa, małymi krokami.

Czy było warto?

W zawodzie korektora pracuję od 2006 roku, w 2016 założyłam własną firmę. W międzyczasie miałam chwile załamania, redagowałam teksty, przy których zasypiałam, i książki, które były czytane co najwyżej przez trzy osoby – autora, jego mamę i przeze mnie… Ale zawsze jak córka marnotrawna wracałam na łono korekty i redakcji tekstu i myślę, że nigdy na dobre nie umiałabym porzucić edytorstwa.

Korekta to zawód zarazem piękny i niewdzięczny. Niewdzięczny, bo potrafi sprawić, że traci się chęć do czytania książek dla samego siebie, dla czystej przyjemności obcowania ze słowem. Jak się z nim obcuje od rana do wieczora w pracy, to potem trudno o entuzjazm na widok książki. A piękny, bo zmusza do ciągłego dokształcania się, weryfikowania swojej wiedzy i umiejętności. Pozwala zgłębić tematy, za które w „normalnym” życiu pewnie byśmy się nie zabrali.

I najważniejsze – zawód korektora nigdy nie zginie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pisać. I zawsze ktoś będzie musiał te teksty szlifować. Niezależnie od tego, czy będą drukowane, publikowane w Internecie, zapisywane na glinianych albo elektronicznych tabliczkach czy odczytywane i nagrywane. Słowo było na początku, a zaraz po nim narodził się korektor. I odtąd opiekuje się językowym światem.

Ewa Popielarz – redaktor, korektor, copywriter. Od 2006 roku czyta i pisze zawodowo. Na swoim blogu (ewapopielarz.pl), w mediach społecznościowych, a wkrótce także na kursie online uczy, jak być dobrym korektorem. Na Facebooku prowadzi grupę Po drugiej stronie książki, gdzie bez zadęcia, za to z humorem rozmawia o języku polskim i edycji tekstu. Lubi dobrą kawę, szczególnie kiedy uda jej się wypić ją ciepłą, co przy czwórce dzieci nie jest takie proste. Szuka sposobu na wydłużenie doby o przynajmniej kilka godzin. Kiedy jej się to uda – wszystkie prześpi, bez żadnych wyrzutów sumienia.

Więcej informacji o akcji „Nie bój się pisać”

Poznaj inne teksty w ramach akcji!

Odwiedź nasz profil na Facebooku!

Podziel się swoją opinią!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * są wymagane.

Publikując komentarz akceptujesz naszą politykę prywatności dostępną tutaj.

Komentarze:

Akacja pisze:

Zredagowanie naturalnie brMiącego dialogu to chyba najgorsza zmora w pisaniu.

Michał pisze:

Zdecydowanie tak…

Ewa Popielarz pisze:

Dialogi to zmora – to prawda. Dlatego bardzo lubię robić korekty komiksów. Po pierwsze można się z nich dużo nauczyć. A po drugie – autorzy komiksów tworzą głównie dialogami, więc muszą umieć je pisać, bo inaczej to by nie miało sensu 🙂