Czarna Samica Kruka

„Czarna samica Kruka” Kto? Z kim? I dlaczego?

„Czarna samica Kruka. Po tamtej stronie świadomości” autorstwa Dariusza Pawłowskiego, to druga książka z cyklu Czarna samica Kruka. Nie czytałam pierwszej, a z samego jej opisu trudno wywnioskować o czym mogłaby ona być. Jeśli chodzi o tom drugi wiedziałam jeszcze mniej. Okładka sugerowała coś mrocznego. Tytuł coś nie tyle mrocznego, co obłąkańczego. Czy słusznie podejrzewałam?

Pewne rzeczy to podstawa

Tak… Tymi pewnymi rzeczami, istotnymi, a wręcz najważniejszymi w procesie wydawniczym (nieważne czy książkę wydaje wydawnictwo czy też autor robi to sam) jest redakcja i korekta. W „Po tamtej stronie świadomości” ten etap został potraktowany po macoszemu. Komuś, kto nie zwraca uwagi na tego typu sprawy nie przeszkodzi to w czytaniu, możecie mi wierzyć, ale osobę, która wie co to korekta takie „kwiatki” mogą razić w oczy.

No, jak już wyrzuciłam z siebie to co bolało mnie najbardziej podczas czytania, to teraz mogę skupić się na tym co było fajnego (lub mniej, zależy co kto lubi) w tej książce.

Czytanie w ciemno czasem się opłaca

Jak wspomniałam wyżej brałam „Po tamtej stronie świadomości” niejako w ciemno. Początek jest… dziwny. Serio. Trudno się domyśleć o co chodzi. Czy to fantasy czy ki diabeł? Już na wstępie możemy poznać język autora. Dosadny, pozbawiony ozdobników, jeśli chodzi o pełnokrwiste sceny, momentami szczegółowy i zdecydowanie nie dla osób o słabych nerwach lub wrażliwych na obrazy ludzkich zwłok, czy też procesu umierania i ludzkiego rozkładu. Mnie osobiście to nie przeszkadza, chociaż mam wrażenie, że drobiazgowo opisane okrutne sceny zdominowały treść i w zasadzie to owa brutalność zagnieździła się we mnie na dłużej i zrobiła na mnie największe wrażenie. Czy to dobrze? Kwestia dyskusyjna, ponieważ wątek główny był inny, może nieco schematyczny i w pewnym momencie przewidywalny, niemniej jednak ciekawy i wymagał (moim zdaniem) lepszego uwypuklenia.

Kiedy już pokonałam początek, poznałam głównego bohatera opowieści, tj. Eryka Osowskiego, komisarza Wydziału Zabójstw i wciągnęłam się w tę mroczną i pokręconą historię, to nie mogłam oderwać się od książki. Przeczytanie 3/4 zajęło mi jedno popołudnie i po prostu musiałam poznać rozwiązanie, a raczej dowiedzieć się, jak autor uzasadni działanie sprawcy. Chciałam detali.

Jak w horrorze

Horror to jeden z lubianych przeze mnie gatunków. Czytam może sporadycznie, ale bardzo lubię i mam do niego sentyment. Czytając „Po tamtej stronie świadomości” miałam chwilami wrażenie, że to nie thriller, nie kryminał, ale wręcz horror. Taki pełnokrwisty horror, nastawiony na wzbudzenie w czytelniku w większości obrzydzenia (większości mocnych scen nie należy czytać przy jedzeniu), ale i w pewnym stopniu strachu (scena w spalonym sierocińcu jest naprawdę dobra). Jak wspomniałam wyżej, sceny opisujące bestialskie wręcz potraktowanie, nie tyle zwłok, co żyjących ludzi mogą wywoływać niesmak i obrzydzenie. To jest prawdziwie obłąkańcza lektura. Czytając, miałam wrażenie, że w szarą, choć brutalną rzeczywistość ludzkiego zwyrodnienia miesza się metafizyka. Momentami było dziwnie, trochę nawet niezrozumiale (jak dla mnie). Czy ten zabieg był konieczny? Nie wiem. Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie. Dodawał pewnego smaczku treści, intrygował, wzbudzał niepokój. A z drugiej strony, gdyby nie było samicy Kruka, też byłby to całkiem dobry kryminał.

Niedosyt

Widać było, że autor przygotował się solidnie. Informacje o grafologii były całkiem ciekawe, podobnie jak profilowanie zabójcy. Chociaż akurat w tej kwestii przyznam szczerze, czytałam po łebkach, bo gnało mnie uzyskanie odpowiedzi na pytanie: kto? co? i dlaczego? Domyśliłam się kto, a w zasadzie dostałam to podane na tacy, tylko bez imienia i nazwiska i chciałam poznać motywy. I gdy je poznałam, to jednak odczuwałam pewien niedosyt. Czegoś mi zabrakło. Głębszego wyjaśnienia. Poznania tego co się działo w umyśle zabójcy, czegoś więcej o jego historii…

Kreacje bohaterów też pozostawiają trochę do życzenia. W pewnym momencie pojawiło się ich tylu, że pogubiłam się kto jest kim. I trochę trwało nim się w tym odnalazłam. O ile w ogóle… Bo tak prawdę mówiąc skupiałam się głównie na tym, by dowiedzieć się kto zabił, a nie kto znajdzie sprawcę.

Szczerze przyznaję, zakończenie zaskoczyło mnie do pewnego stopnia. Lubię takie niespodzianki.

Podsumowując

„Czarna samica Kruka. Po tamtej stronie świadomości” nie jest lekturą dla czytelników o słabych nerwach, wrażliwych na brutalne opisy czy wulgaryzmy. Co do tych drugich, są, ale powiedziałabym w normie. Sama historia kryminalna jest stosunkowo prosta, całość skupia się głównie na opisach okrucieństwa, do jakiego są zdolni ludzie i to tak naprawdę, zostaje w pamięci na dłużej.

Dałam się tej historii omotać i wchłonąć. Było kryminalnie, odrobinę metafizycznie, momentami przerażająco. Przede wszystkim zaś do czytania motywowała mnie rozpalona ciekawość. Jeśli lubicie mroczne, pokręcone historie i nie wymagacie rozbudowanych charakterologicznie postaci ani wielu wątków to spędzicie przy tej książce przyjemne godziny.

Trochę szkoda, że wątek sprawcy nie jest bardziej rozbudowany, nieco mało wiemy co się dzieje w głowie komisarza (co nabiera znaczenia w obliczu końcowych wydarzeń).

Moja ocena 7/10

Tekst: Strefa Booki
Korekta: Ilona Dąbrowska

Spodobała wam się recenzja książki „Czarna samica Kruka. Po tamtej stronie świadomości”? A może wręcz przeciwnie? Podziel się swoją opinią w sekcji komentarzy. 
Zapraszamy również do przeczytania innych recenzji tutaj lub śledzenia najnowszych informacji na naszym fanpage’u.

Podziel się swoją opinią!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * są wymagane.

Publikując komentarz akceptujesz naszą politykę prywatności dostępną tutaj.

Komentarze: